Zapewne nie raz zastanawiałaś się, czy zajęcia fitness są dla Ciebie! Moje pierwsze wspomnienie z takich zajęć? Sala pełna kobiet, wszystkie się doskonale znają. Wyglądają tak, jakby bywały tu codziennie. Myślę sobie, że najlepszym dla mnie miejscem będzie kąt, najlepiej za filarem. Doskonałe miejsce, aby ukryć się przed wszelkimi spojrzeniami stałych klientek. Pierwsze chwile, instruktorka odpala muzykę, zaczyna się powoli. Jest całkiem dobrze! Myślałam, że będzie zdecydowanie gorzej! Pierwszy, drugi, trzeci podstawowy krok… daję radę! I tak pełna entuzjazmu zaczynam swój pierwszy trening. Ale zaraz. Minęło dopiero 20 minut, a ja już jestem zmęczona? Halo, pomocy! Coraz trudniejsze ćwiczenia, coraz bardziej skomplikowane łączenia. Na dodatek wchodzi choreografia… że niby mam jeszcze coś zapamiętywać, ledwo stojąc na nogach?! (…) Moje pierwsze zajęcia fitness, w których uczestniczyłam były totalną porażką – Twoje wcale nie muszą tak wyglądać! Dzięki mnie poznasz świat fitnessu, dobierzesz sobie odpowiednie zajęcia i poczujesz radość z ćwiczenia w rytm muzyki!


Jestem osobą, której doba zdecydowanie nie wystarcza. Mam mnóstwo pasji. Fotografia, psychologia, majsterkowanie, kultura Włoch – to tylko niewielka część. Kropla w oceanie.

W tym wszystkim znalazło się też miejsce dla ruchu, który jak zapewne u większości, przewijał się już od dziecka. Nigdy nie byłam nastawiona na sport, na walkę, na konkurencję, dlatego też „mój ruch” nie oznaczał zapisania się do jakiejś drużyny czy do bycia lekkoatletką. Uwielbiałam się ruszać, ale rekreacyjnie – bo tylko to sprawiało mi radość. Najmilej wspominam całodniowe wycieczki rowerowe. Znalazłoby się dzięki nim wiele ciekawych historii! W tym okresie nie było jeszcze mody na siłownię, na zdrowy tryb życia i na bycie „fit”. Dlatego ja – zaczęłam od ćwiczenia w domu. Małe lustro, dwa hantelki i muzyka. Wówczas te trzy rzeczy wystarczyły mi, aby uciec od problemów, od codzienności – aby poczuć się szczęśliwym. I chyba tak to wszystko się zaczęło!

Następnie przyszedł czas liceum. Tam, dzięki kochanej nauczycielce, poczułam ,,przedsmak” zajęć fitness. Jeśli dobrze pamiętam – ćwiczyłyśmy dwa razy w tygodniu do muzyki. Wtedy też zaczęłam intensywniej ćwiczyć moje pośladki, które w obecnej formie, chcąc nie chcąc, są efektem tych ćwiczeń – bez obciążenia, z wieeelokrotną ilością powtórzeń. Z początkiem ostatniej klasy liceum pojawiła mi się myśl, aby pójść na studia na AWF. Wiedziałam, że na pewno będę odbiegać od reszty swoją sprawnością i zdolnościami do sportów drużynowych. Nigdy tego nie robiłam, więc nie mogłoby być inaczej, ale postanowiłam sobie wzmocnić przynajmniej moją siłę. Efektem tego było wykupienie swojego pierwszego karnetu na siłownie i trenowanie do testów sprawnościowych z innym nauczycielem. Czas ten sprawiał mi wiele radości!!! Do dziś pamiętam, jak udało mi się kilka razy wycisnąć sztangę na ławce prostej, z obciążeniem 50 kilka kilo! Dla mnie był to przeogromny sukces. Równie dobrze pamiętam swój pierwszy raz na siłowni!

Poszłam tam z przerażeniem w oczach. Była to typowa, osiedlowa siłownia, gdzie 95% klientów to nakoksowani mężczyźni, stali bywalcy. Pierwsze dni były naprawdę ciężkie. Zwłaszcza psychicznie. Chyba rozumiesz, o co mi chodzi. Każdy się na Ciebie patrzy, a połowa ślini się na Twój widok, kiedy ćwiczysz. Na szczęście – to były tylko pierwsze dni. Dałam sobie czas – to, o czym pisałam w innym wpisie. Wiedziałam, że nie wszystko od razu przychodzi. I dobrze zrobiłam, ponieważ trenowanie na tej siłowni, wspominam najmilej!

Moje kolejne etapy, to jak z pewnością się domyślasz – studia na AWF, o których nie będę się długo rozpisywać. Powiem tylko jedno – najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć to pójście w tym kierunku, na te studia. Tam wykonałam swoje specjalizacje. Wraz z innymi fitnesiarami jeździłyśmy na różne promocje uczelni, wykonywałyśmy pokazy fitness, czy też prowadziłyśmy zajęcia samorządowe. W między czasie pojawiły się również możliwości prowadzenia zajęć, podczas których nabierałam doświadczenia.

Dziś jestem tu, dla Ciebie. Z planami nad rozwojem własnej firmy, abyś Ty też mogła poczuć smak szczęścia, które daje ruch! Bez względu na to czy zmagasz się z anoreksją, czy z otyłością, czy po prostu masz niską samoocenę. Ruch zmienił moje życie. Nie tylko zmienił moje ciało, ale też głowę! Stałam się pewniejsza, pokochałam siebie, zaczęłam się częściej uśmiechać.

Marzę o tym, abyś Ty też dostała od życia taki prezent!